poniedziałek, 7 stycznia 2013

24. Czyli jednak umrę ;(

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłam na dół
-Cześć!-krzyknęłam i przytuliłam przyjaciółkę
-Hej- powiedziała cicho. – Jak tam.?
-Dobrze, lepiej powiedz jak ty się czujesz?
-Wolisz realną, czy nierealną wersję?”
-No realną
-Okropnie. W głowie mi się kręci, cały czas mnie boli
-Kocham cię jak siostrę
-Ja ciebie też. Mogę zobaczyć tego małego aniołka?
-No jasne, chodź- pociągnęłam ją za rękę i poszliśmy na górę
                                                                                Patricia*
Poszłam do pokoju jej i Hazzy. W łóżeczku obok ich łóżka leżał noworodek. Był ubrany cały na różowo, co oznaczało, że jest to dziewczynka.
-Jak ma imię?
-Darcy, a na drugie Patricia
-Jak słodko. Mam nadzieję, że kiedyś opowiesz jej o mnie.
-Na pewno kochana. Nic nie da się zrobić?
-Nic. To nieuniknione. Za dwa tygodnie już mnie z wami nie będzie.
-Powiesz chłopakom?
-Po chrzcinach
-Okay. Jutro są
-Idziesz na zakupy.?
-No jasne
-Ja stawiam
-Kochana jesteś
-Aha, potem chcę ci tą całą kasę dać.
-Jaką?
-Po mamie
-A babcia?
-Ona jej nie chce
-Ale naprawdę mi ją dasz?
-Tak- buszowałyśmy długo po sklepach później poszłyśmy na szejka. Byłam naprawdę zmęczona. Przez chorobę o wiele szybciej się męczyłam. Nicol chyba to zauważyła , bo poszłyśmy do domu. Od razu poszłam do mojego pokoju i wzięłam kąpiel, później poszłam spać.
Obudził mnie okropny ból głowy. Poleżałam chwilę. Później do pokoju weszła Nicol
-Za godzinę do kościoła idziemy
-Okay. Chłopcy wiedzą, że tu jestem.?
-Nie
-To dobrze, zejdę za 40 min. Jak nie do 50 to przyjdź tu, bo czasami mdleję
-Dobra-widać była bardzo smutna. A jaka miała być? Jej jedyna przyjaciółka ma umrzeć.  Sama wewnętrznie cały czas płaczę. Jeśli mam być szczera… to boję się… boję się jak cholera… boję się śmierci. Mam 18 lat, całe życie przede mną. Popatrzeć na to wszystko ogólnie, to wydawało by się, że urodziłam się po to, by młodo umrzeć. Bardzo żałuję, że nie zasmakowałam jak to jest być matką, że byłam taka niemiła czasami, że ćpałam, piłam, paliłam, nie wykorzystywałam życia i nie spełniłam swoich marzeń. Tak bardzo bym chciała, żebym teraz obudziła się i okazało się, że to wszystko sen. Na pewno bym  walczyła o Louisa. Nie poddała się tak szybko. Zdrowie… ci co je mają nie dostrzegają tego, myślą, że są nieśmiertelni. Też tak myślałam jeszcze pół roku temu. Jedno wiem na pewno, nigdy nie zaczęłabym trenować boksu. To wszystko przez to cholerne uderzenie w głowę. Oddałabym wszystko, by być tylko zdrowa i nie żyć ze świadomością, że zostały mi 2 tygodnie życia
Ubrałam się:
http://allani.pl/zestaw/559004, uczesałam i zrobiłam makijaż. Niestety on niewiele dał, bo było widać moje opuchnięte od płaczu oczy. Zeszłam na dół. Wszyscy na mnie dziwnie patrzyli.
-Przepraszam za wtedy. Wyjdź za mnie- uklęknął przede mną
-Nie mogę, Louis przepraszam. Powiem wam po chrzcinach, nie teraz-powiedziałam i ledwo powstrzymałam się od płaczu. Spojrzałam na Nicol. Jej oczy były pełne łez. Wszyscy wsiedli do auta i udali się do kościoła.
Po mszy pojechaliśmy do domu, byli zaproszeni: rodzice Harrego i Nicol. Zrobiliśmy małe przyjęcie. Oczywiście nikt nic nie pił. O 21 ich rodzice poszli. Wszyscy ponownie usiedli w salonie. Patrzyli na mnie pytająco- Dobra, muszę wam powiedzieć- łzy leciały mi po policzkach.-Ja umieram, zostały mi 2 tygodnie życia. Już wiesz Louis czemu się nie zgodziłam, bo ze mną nie masz przyszłości. Wydaje się to takie nierealne, a jednak. Nie mam nawet 19 lat a już jestem skreślona. Moim jedynym marzeniem jest życie, ale ono się już nie spełni. Jest mi przykro jak cholera, ale także bardzo się boję. Czego…? Śmierci po prostu, boję się jej bardzo. Gdybym mogła, to bym cały czas płakała, ale to i tak nic nie da.- nagle zakręciło mi się w głowie i upadłam. Jak dla mnie zbyt wiele emocji. Na szczęście zaraz się ocknęłam. –Obiecajcie mi jedno, będziecie dbać o siebie, chodzić do lekarza i badać się. Chcę, byście żyli długo.-ledwo to wydusiłam przez łzy. Nic nie widziałam. Nikt się nie odezwał. Byli w szoku chyba
-Tak nam przykro-zaczął Liam.
-Mnie też. Zawsze będę z wami.-próbowałam się uśmiechnąć.- To co zamawiamy pizze?
-Jasne- odezwał się Niall. Przywieźli pizzę. Zjedliśmy ją. Później obejrzeliśmy romansidło. Rozeszliśmy się po pokojach. Nie chciałam sama spać, więc poszłam do Louisa. Objął mnie i zasnęliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz