sobota, 5 stycznia 2013

19. O krok od śmierci

                                                                                           Louis*
Obudziłem się o 10. Zszedłem na dół. Nikogo tam nie było. Zrobiłem sobie kawę. Poczłapałem do  salonu. Na kanapie natknąłem się na moją dziewczynę. Słodko sobie spała. Zacząłem ją całować, ale nic. Później bardziej natarczywie. To także nic nie dało. Szturchałem ją i nic. Szczerze mówiąc zacząłem się bać. Podniosłem ja i potrząsnąłem. Nawet nie drgnęła. Szybko poleciałem do pokoju Nicol
-Sory, że cię budzę, ale Patrici coś się stało. Na nic nie reaguje
-Co? Już idę- zbiegła po schodach. Najpierw zaczęła mówić jej imię, a później jak ja potrząsnęła nią. Widać była wystraszona- Dzwoń po karetkę.- od razu wybrałem numer pogotowia i poinformowałem gdzie mają jechać. Tak się o nią bałem. Karetka przyjechała po 10 min. Kazałem zostać w Nicol  domu. Niechętnie się zgodziła, a ja pojechałem razem z nimi. Siedziałem w poczekali. Nie mogłem do niej wejść. Wiedziałem tylko, że robią jej jakieś badania.
-Pan Louis Tomlinson?-lekarz wrócił się do mnie
-Tak,  co z moją dziewczyną?
-Nie będę owijał w bawełnę, ma poważne uszkodzenia głowy. Prawdopodobnie spowodowane uderzeniem z dużą siłą. Jest 20% szans, że z tego wyjdzie. Przykro mi. Robimy co w naszej mocy- rozpłakałem się i zadzwoniłem po Nicol. Nie ukrywałem tego, że płaczę. Zjawiał się ona po 20 min z chłopakami. Opowiedziałem im wszystko. Nie pomijając faktu, że jesteśmy razem. Usiedliśmy na krzesełkach w poczekalni. Tak się o nią bałem. Pomimo tego, że nie jesteśmy długo razem ja kochałem ją jakbyśmy byli od zawsze. Czułem do niej coś czego nigdy nie czułem. Byłem pewien, że to miłość. Siadłem na krześle. Nagle do sali Patrici wbiegli lekarze. Zajrzałem do środka przez szybkę. Reanimowali ją. Nie wytrzymałem i rozpłakałem się. Zsunąłem się. Pośpiesznie wyjechali gdzieś z jej łóżkiem. Nie wiem jakim cudem zasnąłem.
Obudziłem się w tej samej pozycji. Wstałam spojrzałem do sali Patrici. Leżała tam podpięta do wielu urządzeń. Wolałbym, żebym tam ja był zamiast jej. Ona już wiele wycierpiała w życiu. Poszedłem po kawę. Wróciłem i usiadłem w tym samym miejscu
-Jeśli pan chce może pan na chwilę do niej wejść, ale sam.
-Dziękuję- odezwałem się i poszedłem do jej Sali. Była taka bezbronna. Lekko ją pocałowałem. Złapałem za rękę. Lekko ją ścisnęła. Było to dla mnie zaskoczeniem, bo jest w śpiączce. Otworzyła oczy.! Uśmiechnęła się do mnie. Szybko pobiegłem po lekarza. Ten ją zbadał
-Przykro mi. 99% przypadków takich wybudzeń jest przed śmiercią
-Nie, ona nie umrze.
-Przykro mi.- powiedział i odszedł. Ponownie wszedłem do jej Sali.
-Kocham cię bardzo- powiedziałem do niej.
-Też cię kocham Lou-ledwo to powiedziała. Nie wyobrażam sobie, żeby ona umarła. Usiadłem na krześle obok niej i chwyciłem jej dłoń. Nie chciałem jej nigdy puścić. Była dla mnie wszystkim. Po chwili zauważyłem, że zasnęła. Jakoś też oczy zaczęły mi się zamykać i też zasnąłem.
Gdy się obudziłem za oknem było już jasno. Patricia dalej spała. Ucałowałem ją lekko i poszedłem po kawę. Wypiłem ją na korytarzu i wróciłem do mojej księżniczki. Dalej słodziutko sobie spała. Po godzinie siedzenia obudziła się
-Kocham cię Lou- powiedziała.
-Też cię kocham słonko- pocałowałem ją w czoło.-Jak się czujesz?
-Już dobrze.
-Pójdę po lekarza, zaraz wracam- szybko z nim wróciłem. Pobadał ją. Wyszliśmy z Sali
-Jest z nią bardzo dobrze, jeśli tak będzie dalej, to za tydzień pójdzie do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz